ZADZWOŃ TERAZ
+48 91 350 80 73
0Item(s)

Nie masz produktów w koszyku.

Product was successfully added to your shopping cart.

Seans z lampą antydepresyjną

Lampy do leczenia światłem słonecznym

Zmiany pór roku, rytmu nocy i dnia powodują u większości ludzi tylko niewielkie zachwiania równowagi. Są jednak osoby silnie reagujące na te zaburzenia, a nawet ulegające pod ich wpływem depresjom. Depresjom jesienno zimowym ulegają ludzie pod każdą szerokością geograficzną.

- Mój koszmar zaczyna się pod koniec października i trwa przez całą zimę. Szare, krótkie dni i długie noce wpływają na mnie przygnębiająco. Nachodzą mnie czarne myśli i nie umiem się cieszyć, nie chce mi się żyć - opowiada Teresa W. z Łodzi – Tak jest od 10 lat. Lekarz mówi, że to depresja sezonowa, że mój organizm źle znosi deficyt światła słonecznego.

Pani Teresa ma nieco ponad 40 lat. Prowadzi własny interes, mieszka w ładnym domu na Julianowie, ma dobrego męża i dwójkę dzieci. Dobrze sytuowana, lubiana, nie sprawia wrażenia nieszczęśliwej. Znajomi odbierają ją jako kobietę sukcesu. Tymczasem kiedy nadchodzą jesienno-zimowe szarugi, Pani Teresa „rozpada się” i nagle pewna siebie bizneswoman zamienia się w szarą mysz.

- Był czas, że myślałam nawet o samobójstwie. Na szczęście rodzina i przyjaciele rozumieją mój problem i kiedy zaczyna się dołek, zawsze starają się być ze mną jak najbliżej – mówi.

- Nasza mama jest po prostu raz letnia, raz zimowa - dodaje jej starsza córka Agata. – Latem zadowolona z życia, aktywna, w zimie chmurna i melancholijna …

Lampa zamiast słońca
- Najsilniejszym zewnętrznym regulatorem rytmów biologicznych człowieka jest światło słoneczne. Gdy go brakuje, dochodzi do rozchwiania organizmu i człowiek gorzej się czuje – mówi doktor Rafał Pniewski, psychiatra.
- Pojawia się bezsenność, rozdrażnienie, zaburzenia koncentracji, apatia i depresja.

Szczyt zachorowań związanych z brakiem światła słonecznego przypada na listopad i grudzień. Depresjom można zapobiec oświetlając specjalną lampą pomieszczenia, w których przebywamy. W Niemczech od dwudziestu lat jesienią i zimą obowiązkowo wyposaża się wszystkie urzędy państwowe, lotniska, stacje metra, dworce i szkoły. W krajach skandynawskich, gdzie lato jest krótkie, a zima długa, lampy te znajdują się niemal w każdym domu.

Udowodniono, że przynajmniej 80 proc. samobójstw popełnianych przez ludność krajów północy miało związek z zaburzeniami psychiki, w tym z depresjami występującymi w związku z niedoborami światła słonecznego. Smutek ataki płaczu, przekonanie, że życie nie jest nic warte i pragnienie, by rano się nie obudzić – to najczęstsze objawy depresji. Nierzadko do tego negatywne myślenie o sobie, poczucie winy i pesymistyczne wizje. Nic dziwnego, że metoda leczenia światłem ma coraz więcej zwolenników, tym bardziej że w wielu przypadkach z powodzeniem zastępuje farmakologię. W Niemczech uzasadniony zakup lampy jest refundowany przez kasę chorych.

W Polsce też pojawia się już świadomość, że przyczyną złego samopoczucia jesienią i zimą jest brak światła. Powstała lampa antydepresyjna rodzimej produkcji. Wyprodukowano ją w Łodzi dzięki współpracy Katedry i Zakładu Fizjologii, a także Katedry i Kliniki Psychiatrii w Bydgoszczy z łódzką firmą ULTRAVIOL. Emitowane przez tę lampę światło posiada parametry zbliżone do słonecznego.

- W tym roku dostałem lampę na imieniny lampę od moich bliskich – mówi Pani Teresa – półgodzinne naświetlanie rzeczywiście poprawia mi nastrój.

Kobiety chorują częściej.
Fototerapię, czyli leczenie światłem wymyślili amerykańscy psycholodzy. Oni też skonstruowali lampę emitującą silne światło (od 2,5 tyś. do 10 tyś. Luksów), którą naświetlali chorych z zimową depresją. Kilkudniowa kuracja u większości leczonych wywoływała przypływ energii i poprawę nastroju, a regularne sesje naświetleniowe utrwalał ten stan. - Za leczniczy efekt odpowiadają tu przede wszystkim oczy. Światło lampy pada na siatkówkę, gdzie zostaje przekształcone w impulsy docierające do mózgu – tłumaczy doktor Rafał Pniewski, lekarz psychiatra z Łodzi, który stosuje lampę antydepresyjną w swej praktyce. - Jednym z miejsc, gdzie zostają odczytane, jest obszar pełniący rolę zegara biologicznego organizmu, regulowanego rytmem światła i ciemności. Rytm ten dotyczy nie tylko snu i czuwania, ale i cyklów wydzielania hormonów, które też są silnie powiązane z występowaniem sezonowych depresji.

Z badań prowadzonych przez amerykanów wynika, że depresje sezonowe dotykają ludzi pod każdą szerokością geograficzną, pochodzących z różnych sfer społecznych, grup etnicznych, wykonujących najrozmaitsze zawody. Najbardziej są na nie podatne osoby między 20, a 50 rokiem życia. Częściej dotyczą kobiet. Wiele pań na przykład instynktownie broniąc się przed jesienno-zimowymi depresjami, zapala w domu wszystkie światła, nie zważając na wyższe rachunki za prąd.

Mieszkańcom Waszyngtonu samopoczucie zaczyna się pogarszać w listopadzie. W Kalifornii, gdzie słońce świeci jasno prawie przez cały rok, depresje sezonowe należą do rzadkości, a na Alasce przejawy zimowej apatii przyjmowane są za coś zupełnie normalnego. Mieszkańcy okolic podbiegunowych, gdzie zawsze panuje zima, krótki dzień i długa noc, dostosowali swój rytm biologiczny do warunków przyrody.

Cywilizacje zachodnie oddalają się jednak od natury. Dlatego depresje sezonowe będą coraz większym problemem twierdzą lekarze.